|
Zawiedzeni katolicyzmem
Obok USA Francja jest najbardziej "buddyjskim" krajem Zachodu. Frédéric Lenoir, socjolog, opublikował dwie książki
("Spotkanie buddyzmu i Zachodu" oraz "Buddyzm we Francji", wyd. Fayard, Paryż
1999), które wyjaśniają tę nową fascynację Francuzów i stawia pytanie: czy fascynacja ta zrodziła się z wielkiego nieporozumienia?
Nouvel Observateur: A więc, czy Francuzi stali się buddystami?
Frédéric Lenoir: Media mówią o 600 000 buddystów. Ale cyfra ta nie odpowiada niczemu. A najgorsze jest to, że do tego samego worka wkładają różne światopoglądy.
Ludzi, o których możemy powiedzieć "nawróceni" jest bardzo mało; spisałem 200 centrów medytacyjnych we Francji, odwiedzanych przez nie więcej niż 15 000 praktykujących. Ludzie trochę mniej wciągnięci, którzy dobrze znają doktrynę - często intelektualiście związani z filozofią - są bardziej liczni; 100 000 do 150 000 "bliskich" buddyzmowi. Jeżeli w końcu wziąć pod uwagę szeroką masę "sympatyków" to jest ich nieskończenie więcej niż 600 000. Według niedawnego sondażu BVA-"Psychologie" Francuzów, którzy przyznają się do buddyzmu jako "religii sobie najbliższej" jest 5 milionów! A pięć lat temu były ich dwa miliony...
N.O.: Kim są Francuzi skuszeni przez buddyzm?
F.L.: Według mojej ankiety, a przepytałem 1 000 osób: mają 35-50 lat - nie kierujemy się w stronę buddyzmu mając lat dwadzieścia - i są wykształceni, po wyższych studiach. Dużo artystów, wykładowców szkół wyższych. A także w olbrzymiej liczbie ludzie o profesjach medycznych i społecznych, to znaczy tacy, którzy mają kontakt z cierpieniem.
N. O.: Tyle samo kobiet co mężczyzn?
F.L.: Mężczyzn jest więcej w "Zen" , a zdecydowanie więcej kobiet w buddyzmie tybetańskim, 60% - 40%. W "Zen" mężczyzn przyciąga bardziej powściągliwość, akcent położony na racjonalność. Dochodzi się do tego poprzez role mężów. Dużo bardziej barwny i współczujący buddyzm tybetański przemawia bardziej do kobiet.
N. O.: Czyli to tylko kwestia stylu?
F.L.: Nie tylko. "Zenista" mówi: to nie jest religia, to sztuka życia. "Tybetańczycy" stwierdzają: to jest droga duchowa, filozofia, religia, to wszystko! Oni też częściej się nawracają. Dodam, że wszyscy wywodzą się z klas uprzywilejowanych.
N. O.: Jaki paradoks dla religii, która odrzuciła system kastowy!
F.L.: Jak każda importowana religia, i ta rozprzestrzenia się początkowo wśród elit. (...)
N. O.: Co takiego jest w buddyzmie, co przemawia aż tak mocno do współczesnych?
F.L.: Przede wszystkim wartości: tolerancja, szacunek dla życia, nieużywanie przemocy, współczucie. Również niektóre wierzenia; jeden Francuz na pięciu wierzy w reinkarnację. No i przede wszystkim osobowość, w której wszyscy dostrzegają te wartości i te wierzenia: Dalajlama.
N. O.: I nie ma nieporozumień przy takim spotkaniu?
F.L.: Widzę przynajmniej dwa. Przede wszystkim chodzi o reinkarnację, dokładniej: nasi rodacy idą fałszywą ścieżką. W reinkarnacji widzą możliwość nieskończonych powtórnych narodzin czyli pewien rodzaj nieśmiertelności. A buddysta, zasługujący na to miano, usiłuje uciec z tego wiecznego cyklu - samsary, aby osiągnąć nirwanę, to znaczy zakończenie kolejnych
narodzin - czyli spokój ostateczny.
N.O.: Jak ludzie Zachodu akceptują tę ideę, która prowadzi do wygaśnięcia "mnie"?
F.L.: Większość nawet o tym nie myśli. To drugie nieporozumienie, które jest fundamentalne. Buddyzm jest prawdopodobnie jedyną drogą duchową, która nie wierzy w istnienie duszy: nie ma mnie, jednostki cieszącej się własną istotą. To, co się reinkarnuje, to nie jestem w ogóle "ja" ani Pani, to karma, rodzaj ślepego przyczynowego prawa. To podstawowe prawo długu jest wykreowane przez wszystkie nasze działania. Ale olbrzymia większość ludzi stykających się z buddyzmem twierdzi, że znajduje w nim środek do rozwoju własnej potencjalnej osobowości. Takie podejście jest ideą ultra-zachodnią.
N.O.: Kościół katolicki niepokoi się...
F.L.: To normalne: 90% sympatyków jest zawiedzione katolicyzmem. Nie znajdują w nim duchowości, której poszukują, ale dogmatyzm: mówi się im, w co mają wierzyć - i moralizm: mówi się im, co mają robić i przede wszystkim, czego nie mają robić.
N.O.: Jednakże w zakonach istnieje duchowość.
F.L.: Oczywiście. Ale w większość ludzi zachowała złe wspomnienia katolicyzmu ze swojego dzieciństwa. I odkrywają w buddyzmie drogę duchową bez dogmatów, bez moralizmu, odkrywają techniki pracy nad sobą, które pozwalają im rozwijać się wewnętrznie, odkrywają mistrzów duchowych... A więc ci sami, którzy nie oszczędzają krytyki wobec swego księdza czy rabina szanują swojego lamę... Ale po pięciu czy dziesięciu latach praktyki, wielu z nich zauważa, że bardzo trudno jest zmienić religię, kulturę, i odrywają na nowo swoje korzenie, ale już z nowym spojrzeniem.
N.O.: Te techniki, które pozwalają na przemiany indywidualnych emocji czyż nie hamują w efekcie wszelkich przemian społecznych?
F.L.: To jest fakt. Sprawiedliwość społeczna nie jest wymysłem Wschodu. Ale dzisiaj buddyści zdali sobie z tego sprawę, Dalajlama jest tego dobrym przykładem. Jeśli Zachód zbytnio wierzył w pracę nad światem, a zaniedbywał pracę jednostki nad sobą, buddyzm rozwinął tego przeciwieństwo. Ich spotkanie być może pozwoli na rewolucyjne przekształcenie przyszłości, z trochę większą mądrością.
Rozmowę przeprowadziła Ursula GAUTHIER, a wywiad ukazał się
w "LE NOUVEL OBSERVATEUR", nr 1865 z 3 września 2000 roku.
|