Renata Kleszcz-Szczyrba

Nie słuchaj tego, co mówię...


"Nie słuchaj tego co mówię, bo nie wszystko co powiem może być prawdą...
lecz wsłuchaj się w moje milczenie, a może usłyszysz, co chcę powiedzieć..."

"Nie posiadam zawodowości ani warsztatowych umiejętności w malowaniu. Wiem tylko, w swoim odczuciu, że dobrze nie być zawodowcem.
Odkrywam siebie i swoją naturę poprzez malowanie, nie chcę tu popadać w skrajności i podchodzić filozoficznie. Często mam obrazy namalowane jakby w już głowie, przed przełożeniem na płótno. Jest to tak jakby wielki spektakl, gdzie reżyserem jest pędzel moich uczuć.
Na moich obrazach są wzruszenia, lęki, marzenia, rozstania, poszukiwania miłości.
Jestem człowiekiem zamkniętym w sobie, wiele swoich emocji nie potrafię okazać, wypowiedzieć czy nazwać swoich uczuć. Malowanie pomaga mi w tym, też pomaga mi się wykrzyczeć. W obrazach czy rysunkach jest moja historia i marzenia. 
Też nie wyobrażam sobie swojego życia bez sztuki. Myślę, że człowiek skazany na siebie samego, a tak jest ze mną, bez obcowania ze sztuką byłby całkowicie poddany własnemu losowi... Obcowanie z twórczością, pisanie czy malowanie, pozwala badać mechanizm egzystencji, myślenia, czucia ludzkiego indywiduum. Moje malowanie jest jakby lustrem mojej rzeczywistości wewnętrznej, modelowaniem wyrazów, kolorów na miarę marzeń i tęsknot.
Na moich obrazach czy rysunkach nie ma smutku, są odpowiedzi jak sobie z nim radzić... lub jak łatwo w niego popaść...

Grzegorz T." 

"Moje dzieciństwo, trudno o nim cokolwiek napisać miłego. Uważam, że dzieciństwo kończy się kiedy przestaje się wierzyć w zajączki czy św. Mikołaja. W moim życiu małego człowieka stało się to bardzo szybko. Wychowywałem się w domu dziecka, w wieku 4 lat adoptowało mnie życie dorosłe, "rodzina", która przyczyniła się do tego, iż nie mogłem się rozkoszować dzieciństwem. Moje dorastanie polegało na marzeniach w bajki czy baśnie, aby było milej w moim rozczarowaniu.
Poszukiwałem akceptacji, miłości, miejsca w swoim życiu, określenia się w społeczeństwie. Zagubiłem się. W wieku 12 lat zacząłem brać narkotyki, na początku myślałem, że tak ma być, miałem odczucie, że wtedy jest takie wszystko beztroskie, miękkie i lekkie. Z czasem zdałem sobie sprawę, że narkotyki utrudniają w odczuwaniu miłości w stosunku do siebie i świata.
Moje życie zamieniło się w ucieczkę przed lękiem, przed rozczarowaniem innych i możliwością poznawania miłości, bałem się tego, co było nieznane a co też mógłbym stracić. Gdzie zawsze wewnętrznie czułem ,że miłość do drugiej osoby, siebie czy przyjęcie jej od życia jest czymś, co najlepsze może wydarzyć się w moim życiu.
Podejmowałem leczenia lecz tak jakby moje cierpienia nie dawały mi prawa do szczęścia, kończyło się to braniem narkotyków z powrotem. Po 22 latach życia w nałogu, lista strat w moim życiu przekonuje, że warto próbować, dążyć do harmonii w życiu na trzeźwo. Pisząc to nie biorę dwa miesiące, mam 34 lata i jestem pacjentem detoxu w Rybniku. Chciałbym te 2 miesiące zamienić na resztę mojego życia w doświadczaniu miłości i siebie na trzeźwo. I wiem, że w otrzeźwieniu nie można być samemu, są potrzebni ludzie...

Grzegorz T."

Oto słowa Grzegorza T. artysty - amatora, przed którym rysowała się niewątpliwa szansa bycia artystą profesjonalnym. Dziś ma za sobą 34 lata życia, 22 lata uzależnienia narkotykowego, 11 lat nosicielstwa wirusa HIV, nieudane małżeństwo i mnóstwo straconych nadziei. 

Ostatnio, przez bardzo długi okres, był pacjentem szpitala psychiatrycznego, z uwagi na podwójną diagnozę kliniczną - uzależnienie z nałożonym epizodem depresji ciężkiej. Dziś stoi przed kolejną szansą "powrotu do życia" w ośrodku dla narkomanów. Pytanie brzmi: na ile ją wykorzysta?

Bardzo często depresja towarzyszy faktowi uzależnienia. Jeśli dodatkowo na ten fakt nałoży się śmierć dziecka, nieuleczalna choroba, brak pracy i domu - życie ma prawo "boleć". Tak było w przypadku Grzegorza - smutek, wycofanie, bezsenność i strach...

Pewnego dnia zdradził fakt, że zdał na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, kierunek - rzeźba. Wcześniej ukończył liceum plastyczne. Te fakty stały się "eureką" dla terapii - "narysuj, co czujesz"... I zaczęło się.

Jak opisać to, co powstało?
Dla mnie, jako dla psychologa, rysunki Grzegorza stały się subtelnym ujawnieniem jego wewnętrznych potrzeb, rozczarowań i lęków oraz dosyć nietypowym potwierdzeniem postawionej diagnozy. 

Wyobcowanie, brak punktu zaczepienia w życiu, brak świadomości własnych korzeni (zawieszenie w próżni egzystencjalnej) ujawnia się w treści rysunków w postaci zawieszonych w próżni drzew, które, choć ukorzenione nie posiadają pewnego i stałego gruntu. Znajduje to bezpośrednie potwierdzenie w życiorysie Grzegorza - dziecka nie znającego biologicznych rodziców, długo nie uświadamianego o fakcie adopcji, nie akceptowanego. 

Wycofanie i strach przed ludźmi, ukazane w rysunkach poprzez ludzkie oczy, nie dziwią, z uwagi na fakt, iż Grzegorz jest narkomanem i nosicielem, a więc, kimś, kto z zasady i dla zasady jest piętnowany przez opinię publiczną, jako należący do tzw. marginesu społecznego.

Niepewność, osamotnienie, zdesperowanie ukazane są w formie opustoszałych urwisk, w centrum których stoją krzesła pozostawione przez człowieka siedzącego na skraju urwiska - urwiska kruchego, które w każdej chwili może się oderwać. Grzegorz ujawniał myśli samobójcze.

Ogromny, wszechogarniający smutek ukazany w postaci "łez płynących z łzy" potwierdza ujawnianą depresję Grzegorza.

Bezdomność Grzegorza, rozumiana dosłownie i psychologicznie, ukazana jest w postaci domku na pniu. Dom, który nie ma solidnego fundamentu można bardzo szybko stracić, a dom narysowany przez Grzegorza nie jest zanurzony w ziemi - nie ma fundamentu. A nawet, gdyby miał, to ukazana na rysunku ziemia nie jest częścią pełni Ziemi. Zatem jest to dom niepewny, ulotny, chwilowy, bez ciepła - taki jest dom narkomana, taki jest dom, w którym nie było prawdziwego dzieciństwa.

Potrzeba miłości, i to w znaczeniu zarówno fizycznym jak i psychicznym, ujawnia się w rysunkach w postaci ukrytych aktów kobiecych, kobiecych ust. Frustracja osoby świadomej nosicielstwa wirusa HIV przypomina konflikt zarysowany w tragedii greckiej, w której bohater musiał dokonywać ciągłego wyboru pomiędzy dwoma równorzędnymi racjami. Rezygnacja z jakiejkolwiek zawsze prowadziła do klęski bohatera. Dla nosiciela HIV akt miłosny, miłosne zbliżenie jest konfliktem natury etycznej, z kolei rezygnacja z tego zbliżenia jest tłumieniem naturalnych potrzeb człowieka, do których ma całkowite prawo - Grzegorz zrezygnował z małżeństwa, kiedy dowiedział się, że jest nosicielem...

Walka z uzależnieniem ukazana jest w rysunku, który można określi znanym powiedzeniem "głową muru nie przebijesz". To dowód na to, jak trudna jest walka z uzależnieniem, jak trudna jest walka człowieka z samym sobą.

Grzegorz prowadzi tę walkę od 22 lat. Prowadzi ją z różnym skutkiem - zaliczonych kilka ośrodków, kilkanaście detoksów. Największy sukces - 3 lata abstynencji. 

Strzykawka z heroiną czy normalne życie? - dla większości z nas to łatwy wybór, dla Grzegorza - już na zawsze najtrudniejszy.

"Żyję, gdyż bałem się odejść bez śladu, zniknąć bez pytania, odpowiedzieć... Skrycie zawsze pragnąłem, by nadarzyła się sposobność do pojedynku mojego umysłu bez udziału serca. Kurować się przed strachem, upokorzeniom, kompleksom, zwątpieniu nie ulec. W obliczu cudzej siły i przebiegłości, wszystko po to, abym prosto uwierzył, życie pokochał, rachował, bym wiedział, że jestem..."

Grzegorz T.


RENATA KLESZCZ - SZCZYRBA, psycholog, ukończyła Uniwersytet Śląski w Katowicach w 2000 r.



 zamknij okno